Dla ekologów szczególne znaczenie ma poznanie interakcji

Aktualnie postrzegamy świat w sposób prawdziwy, ale tylko fragmentarycznie. Jest prawdopodobne, że gdyby ludzki mózg był przystosowany do logiki nie tylko dwuwartościowej, ale do n-wartościowej, nasz obraz świata byłby zupełnie Inny. Ale to nie oznacza, że byłby prawdziwszy lub mniej prawdziwy. Rzeczywistość jest bowiem nieskończona i – jak mówi Mikołaj z Kuzy – jest jednością wszystkich przeciwieństw. Myślenie dyskursywne może poznać tylko jeden z jej aspektów, jedną z możliwych perspektyw.

Czyny ludzkie

Życie ludzkie od chwili poczęcia, przez narodziny aż do śmierci, ma obecnie inną dynamikę niż w epoce przed rewolucjami przemysłowymi. Dzieje się tak dlatego, że zmiany zachodzące w biosferze są wyzwolone przez człowieka i przyspieszane w sposób nigdy dotąd nie spotykany, przy czym nasilają się one w miarę, jak technosfera wiedziona przez socjosferę dysponuje coraz lepszym instrumentarium. Powstaje sytuacja, w której ludzkość jest przytłaczana coraz to nowymi maszynami i, co gorzej, nawet już bezużytecznymi ich wrakami. Ta dysharmonia dochodzi do takich rozmiarów, że zaciera się cel, któremu to maszynowe instrumentarium ma służyć.

Czym jest dobro, a czym zło

Rodowód człowieka, jak już wspominaliśmy, ciągle jeszcze ma luki i „białe plamy”. Geniusz Odrodzenia – Leonardo da Vinci – nie zawahał się nazwać człowieka „pierwszym zwierzęciem wśród zwierząt’’, nawet w tym stwierdzeniu wyprzedzając swoją epokę, bo teza ta w owym czasie nie miała jeszcze żadnej podbudowy naukowej, a przeciwnie – wydawać się musiała bluźniercza.

Czym jest dobro, a czym zło cz. II

Uświadomienie sobie biologicznego tła stosunków międzyludzkich ma więc doniosłe znaczenie. Etyka jednostek, a co za tym idzie – społeczeństw {choć nie jest to suma prosta), to w świecie ludzkim zespół naukowo opisanych (normatywnych dla praktyki) norm, nakazów i zakazów, stanowiący system regulujący stosunki wewnątrzgatunkowe – międzyludzkie i społeczne (prawo). Żadna też filozofia i ideologia nie obchodzi się bez etyki jako integralnego składnika systemu.

Człowiek i system wartości

Jednym z najistotniejszych cywilizacyjnie programów, jak już wspominaliśmy, jest etyka – w wyrazie praktycznym jako moralność i jako przedmiot naukowej wiedzy i refleksji. Człowiek jako istota posiadająca zawsze jakiś tam system wartości powoduje się nim na co dzień, świadomie, półświado- mie czy nawet nieświadomie i w tym sensie powoduje się nimi każde społeczeństwo, cała ludzkość wreszcie. A z systemów wartości rodzą się wszelkie motywacje działań, zaś motywacje te na szczeblu rozwoju cywilizacyjnego znacznie wykraczają poza grupę „motywacji biologicznych”. Konieczność zaspokajania potrzeb podstawowych, ta sama przecież dla człowieka dzisiaj, co i tysiące lat temu, nie wymaga – jako impulsu sprawczego – uświadomionych systemów wartości ani tak rozumianych motywów. Jednak już sposób ich zaspokajania ujawnia silny związek z obowiązującym w danym czasie systemem wartości. Taki sam związek ujawnia się również w odniesieniu do potrzeb wyższego rzędu niż podstawowe.

Człowiek społeczno-kulturowy: ewolucja pozagenowa cz. II

Naruszanie szczegółowych praw ewolucji może prowadzić do uwstecz- nienia, gdyż w generalnym prawie ewolucji istnieje taka możliwość. Jeśli jednak zwierzęcy gatunek pozbawiony świadomości uwstecznia się w toku ewolucji bądź ginie całkowicie, jest to zjawisko spoza jego woli: wynik swo- istej loterii szans genetyczno-ewoluęyjnych w płaszczyźnie selekcji nakierowanej na rozwój wzwyż. Niektóre gatunki, jak np. mrówki i termity (zwłaszcza), uchroniły się od wymazania z pola życia przez wykorzystanie wszelkich możliwych szans w kierunku skrajnego konserwatyzmu, niemal 100-procentowej samowystarczalności i herm ety ki społeczności w przypadku termitów. A zatem w wiełkim laboratorium natury ich „eksperyment” się „powiódł” (to znaczy – uchronił je od całkowitej zagłady gatunkowej). Ate gdyby podobny los miał spotkać gatunek ludzki obdarzony świadomością, byłby to jedynie dowód głupoty na skalę kosmiczną. Bezrozumne (w porównaniu z ludzkim) gatunki nie są bowiem w stanie naruszać żadnych praw ewolucji.

Człowiek z punktu widzenia naukowego

Złudzeniem jest, by szczęście i zdrowie jednostki mogło być osiągnięte przez nią w izolacji, w oderwaniu od dobra i szczęścia innych ludzi, z którymi każda jednostka znajduje się w rozlicznych i ścisłych związkach jako element systemu: ja – ty, ja – inni. Zaburzanie tych związków, niszczenie ich homeostazy, jest czynnikiem nie tylko niszczącym zdrowie, ale także i wynaturzeniem struktur hierarchii wartości. Konieczne jest więc przeniesienie akcentów z egoistycznych na alterocentryczne (nawet w interesie koniecznych stopni egoizmu). Alterocentryzm jest bowiem postawą, w której nie musi nastąpić całkowite wyrzeczenie się egoizmu, niekiedy równoznaczne z wyrzeczeniem się własnego „ja”, natomiast nosiciel takiej postawy wie, że przyczyniając się do dobra innych – sam uzyskuje dobro, czyli także zaspokaja swój egoizm. Jest to więc, paradoksalnie mówiąc, rodzaj „interesownego altruizmu” jako formuła chyba bardziej do powszechnego zaakceptowania niż altruizm w pełnym i jednostronnym rozumieniu.

Cecha wspólna człowieka i zwierząt

Za wspólną cechę biologiczno-psychiczną zwierząt i człowieka uznał Lorenz „agresję wewnątrzgatunkową”, przypisując jej walor głównej siły rozwojowej, lecz i przestrzegając przed niebezpieczeństwami, jakie ze sobą niesie. Zanalizował mechanizmy tej agresji, jej funkcjonowanie, a także przenoszenie i stępianie, m.in. przez zabiegi „rytualizacji”. Agresja ta – w zależności od stopnia jej opanowania – jednakowo wiedzie do czynienia „dobra” (stwarza sytuacje wewnątrzgatunkowo pożądane), jak i „zła” (sytuacje niepożądane).

Agresja wewnątrzgatunkowa

Agresja wewnątrzgatunkowa w królestwie zwierząt „działa dla dobra wielkiej sprawy życia” jako podstawowy regulator życia, jednak w świecie ludzkim jej generalne odniesienia zmieniają się, jak sądzimy przede wszystkim z tego powodu, że zasadniczo inaczej wygląda w nim problem życia i śmierci. Człowiek – przez rozum i związaną z nim psychikę – uzyskał wewnętrzną świadomość śmierci i jego dążenia do zachowania – nieraz za wszelką cenę – życia osobniczego są także dążeniem do zachowania niepowtarzalnych wartości wewnętrznego świata jednostki. Mówiliśmy już, że dla przyrody jesteśmy tylko organizmami: nasze indywidua są dla niej zupełnie obojętne, w pełni podlegają jej prawom i nie ma ona dla nas żadnych „taryf ulgowych”: wszelkie życie jako czasowy „wyjątek” od praw entropii musi powrócić do stanu entropii (rozpadu i bezładu). Zwierzęta są wolne od tej dramatycznej świadomości, przeto bronią swego życia w ramach aktywności biologicznej opartej na instynkcie samozachowawczym, właściwym też człowiekowi i spotęgowanym o możliwości rozumu i psychiki. Modele życia budowane przez człowieka, także w swych ekonomiczno-społecznych i etycznych uwarunkowaniach, zmierzają więc do maksymalnej ochrony (a raczej zmierzać powinny) najwszechstronniej rozumianego zdrowia i życia jednostki (fizycznego i psychicznego) jako najwyższej, niepowtarzalnej jakości i wartości. Łatwo spostrzec, że jest to wyzwanie rzucone przyrodzie, trudne do realizacji i wymagające perfekcji w praktycznym stosowaniu etyki – etyki, której nie mogą już wystarczyć tylko biologiczne przesłanki sensowności.

Rozmowa lekarza i poety

Poeta: Panie Profesorze, znamy się, rozmawiamy ze sobą i współpracujemy już od lat kilkunastu. Zastanawiam się, dzięki czemu jest to możliwe, bo przecież na pierwszy rzut oka tak wiele nas dzieli: jest Pan Profesor starszy ode mnie blisko lat 40, prawie dwa pokolenia (a nieraz mówiło się o „konfliktach” pokoleń): moim powołaniem jest pisarstwo, zawodem wyuczonym nauczycielstwo, wykonywanym – praca redakcyjna, Pana – nauka i praktyka medyczna. Uczonemu przypisuje się jako cechy konieczne żelazną logikę, precyzję, umysł chłodny i przenikliwy, wiedzę ściśle uporządkowaną i dostatecznie rozległą w swej dziedzinie: takich cech nie oczekuje się od poety, dając mu niejako placet na cechy innego rodzaju: tego, co wolno poecie – nie wolno uczonemu i na odwrót…

Kryzys medycyny – kontynuacja

Aby stworzyć przyszłym pokoleniom właściwe warunki rozwoju biologicznego, intelektualnego i emocjonalnego, sami musimy przejść przez rewolu- cję naukowo-humanistyczną. Człowiek jest jedyną istotą na globie, która rządzi się prawami biologicznymi, wypracowanymi przez biosferę i zakodowanymi w substancji genetycznej, a których efektem jest także myślenie, oraz przez prawa etyczne, które zrodziły się i dojrzewają w psychosferze. Psychosfera zadecyduje więc, czy zginiemy, niszcząc się w afekcie nienawiści, czy też przetrwamy, pomagając sobie wzajemnie.

Budulec ludzkiego ciała – kontynuacja

Sytuacja jest więc taka, że informacja genetyczna w kodzie DNA jest w zasadzie zupełnie taka sama jak przed tysiącami lat (oczywiście idzie o informację podstawową, natomiast cechy antropologiczno-rasowe czy osobnicze są tu nieistotne). Informacja ta „mówi” organizmowi, jak się ma budować i odbudowywać. Ale dostarczony wraz z pożywieniem budulec nie odpowiada już „parametrom” zakodowanym w DNA. Toteż organizm ludzki, owszem, buduje się i odbudowuje, ale z budulca znacznie gorszego niż niegdyś. Posłużmy się tutaj pewnymi analogiami: np. ktoś stawiałby dom wedle planu architekta, ale zamiast, powiedzmy, z granitu – budowałby go z piaskowca, albo gorzej, z gliny… Gmach z zewnątrz będzie taki sam, ale zniszczeje o wiele prędzej. I w takiej sytuacji jesteśmy współcześnie.

Doświadczenie i wiedza

„Dlaczego nie ma tego, co być powinno, a jest to, czego być nie powinno?” Tym pytaniem prof. Władysław Stróżewski w swej „Dialektyce twórczości” rozwija myśl Leibniza. Wspólna pokoleniom ludzkim tęsknota za Rajem Utraconym sprawia, że człowiek stawiając sobie cele bliższe i dalsze, tworząc idee małe i wielkie, budując systemy wartości – na ich szczytach umiejscawia Ideały, często o charakterze utopijnym. Historia ludzkości zna wszakże wiele przykładów, kiedy to, co wydawało się utopią, jutro – stawało się rzeczywistością. Ludzkość bowiem, mimo zakoli swych dziejów, mimo wzlotów i upadków towarzyszących fazom jej rozwoju po krzywej spiralnej, zwykła urzeczywistniać swe marzenia.

Filozofia i konsekwencje metodologiczne

Trzymając się zasad metodologii systemowej i międzydyscyplinarności (częściej stosuje się termin „interdyscyplinarności”), zamierzamy dać taki wykład światopoglądu medycyny, który jednoczyłby w sobie pierwiastki nowoczesnej filozofii człowieka i filozofii przyrody. Pojęcia te są dość nieprecyzyjne, ale stanowią tu tylko „hasłową” zapowiedź tendencji „myślenia jednoczącego”. Rozlegle obszary „filozofii człowieka” i „filozofii przyrody” istnieją bowiem nie tylko w filozofii jako takiej, ale i w różnych naukach. Przeto będziemy w nich korzystać, biorąc to, co – naszym zdaniem – jest lub może być przydatne do określenia i nazwania miejsca, roli i zadań medycyny – zarówno w ujęciu humanistycznym, jak i fachowym oraz do szeroko rozumianej definicji zdrowia i choroby. A to z kolei pozwoli nam na sformułowanie ogólnoświatopoglądowych oraz konkretnych zasad etyki i profilaktyki ekologicznej jako dyrektyw przetrwania rodzaju ludzkiego.

Głębia kosmicznej przestrzeni

Prawdopodobnie też ludzkość – przed erą zagaśnięcia Słońca – nigdy nie zechce lokować swej przyszłości i swego ludzkiego szczęścia poza Ziemią. Z relacji kosmonautów wiemy, jak żywy blask naszej planety różni się od martwej poświaty innych planet i gwiazd w głębokiej czerni kosmosu. Wiemy od nich, jak bardzo monotonny i przygnębiający jest krajobraz Księżyca…